• 2000x574 tlo U21

Obóz biegowy Tatra Running – relacja

Stare chińskie przysłowie mówi: „gdy jesteś białą lamą w stadzie pięciuset białych lam, jest tylko jeden sposób, by czymś się wyróżnić – musisz pluć najdalej”. Chcąc pluć najdalej, co w tym wypadku oznacza przebicie się do krajowej czołówki biegaczy ultra, postanowiłem kolejny raz zainwestować w swój rozwój sportowy. Z pomocą szczęścia, wygrałem pewien atrakcyjny z mojego punktu widzenia konkurs, co pozwoliło mi wziąć udział w pewnym bardzo atrakcyjnym z mojego punktu widzenia obozie biegowym. No to jazda, Tatry czekają!

18 listopada

Do Zakopanego docieram we wtorek przed świtem. Od razu udaję się do hotelu Grand Nosalowy Dwór, budzę nieco zaskoczonego recepcjonistę i po krótkiej procedurze meldunkowej udaję się do pokoju. Jest jeszcze bardzo wcześnie, więc po wstępnym rozpakowaniu kładę się do łóżka, by odespać nocną podróż. Wszak pierwszy trening dopiero o 16:00 ;)

tatra running1Trochę zalepiony i rozregulowany po drzemce w środku dnia, schodzę do holu, gdzie czeka już kilku uczestników obozu. Jest tam też Magda, Kuba i Mariusz, czyli nasi utytułowani trenerzy, których sportowe osiągnięcia nie sposób wymienić, gdyż przytłoczyłyby resztę relacji ;) Wychodzimy na pierwszy rozruch! Lekkim truchtem podbiegamy w stronę Polany Olczyskiej. Ścieżka jest ekstremalnie rozorana przez traktory zwożące drzewa, więc już po chwili buty są całe w błocie. Pierwszy bieg po dwóch tygodniach roztrenowania i od razu w takich warunkach :) Po powrocie na asfalt, Mariusz Giżyński zarządza kilka szybkich odcinków tuż pod nosem patrolu drogówki. Pan Władza jednak nie robi problemów i nie wlepia nam mandatu za przekroczenie prędkości ;) Po powrocie do hotelu, udajemy się do sali konferencyjnej, gdzie wykonujemy szereg ćwiczeń absolutnie obowiązkowych dla każdego szanującego się biegacza. Potem szybki prysznic, kolacja i można odpocząć w zaciszu hotelowego pokoju po pierwszym dniu obozu. Było lekko, ale to było do przewidzenia - na umieranie przyjdzie pora później. Aha, wieczorem zebraliśmy się jeszcze na chwilę, by odebrać pakiety obozowe, przedstawić się pozostałym uczestnikom i poznać lepiej sylwetki naszych trenerów. Każdy z innej bajki, ale wszystkich łączy miłość wiadomo do czego ;)

tatra running219 listopada

Śniadanie. Teraz rozumiem jak bardzo jestem słaby, jak bardzo ulegam pokusom. Zjadam całe mnóstwo przeróżnych smakołyków pod pretekstem ładowania baterii, co nie wróży dobrze mojemu późniejszemu samopoczuciu. Po przytruchtaniu na bieżnię COSu (celem zebrania materiałów filmowych do późniejszej wideoanalizy techniki biegu) nie czuję się najlepiej, więc Mariusz ratuje mnie podwózką na Gubałówkę, gdzie czeka nas bieg na 2. zakresie tętna, wraz z pomiarem mleczanu we krwi po zakończonej jednostce. Podczas rekonesansu trasy naszego sprawdzianu, odnawia mi się kontuzja z Biegu Po Piwo – od tego momentu bieganie przestaje być przyjemnością, a jest już tylko próbą akceptacji bólu. Jako że biegi ultra to ciągła próba akceptacji bólu, jakoś sobie radzę. Biegnę w parze z Przemkiem, strażakiem z Płocka, który uwielbia wszelkiego rodzaju przeszkody i nie lubi łatwych rozwiązań… i wygrał Runmageddon Hardcore ;) Kuba i Magda widzą że biegnę lekko, więc polecają przyśpieszyć, choć czuję że to grozi utratą komfortu biegu. Miał być drugi zakres, a ja mam wrażenie, że już dawno wybiłem się nad próg mleczanowy. Próbka krwi pokazuje jednak coś zupełnie innego – mogłem pobiec jeszcze szybciej, z jednoczesnym zachowaniem optymalnej wartości treningowej. Cenna wskazówka na przyszłość J Z grzbietu Gubałówki zbiegamy do Zakopanego, skąd Drogą pod Reglami lecimy do bazy.

tatra running3Po standardowym zestawie: prysznic + obiad, następuje równie standardowy zestaw: chwila odpoczynku + drugi trening. Tym razem krótkie roztruchanie ulicami miasta, żeby rozgrzać mięśnie przed potężną dawką ćwiczeń stabilizacyjnych i rozciągających. Mało kto lubi te ćwiczenia, więc Kuba dba o to, żeby humory nam dopisywały. Tyle tylko, że śmiech bardzo przeszkadza w utrzymaniu pozycji przy niektórych ćwiczeniach ;) Ostatecznie wszystkie rdzenie dzielnie zniosły trudy treningu i w nagrodę mogliśmy udać się pod szybki prysznic, by chwilę później wrócić w to samo miejsce na wykład. Tym razem do grona trenerów dołączył Kuba Czaja, dietetyk i czołowy polski triathlonista. Tak, ten Czaja, olimpijczyk z Aten. Razem z Magdą, Kubą i Mariuszem, wyjaśnili nam na czym polega metabolizm tlenowy i beztlenowy oraz trening w strefach tętna. Przeanalizowaliśmy także nasze wyniki z próby wysiłkowej i dowiedzieliśmy się kto mógł wykonać trening mocniej, a kto przegiął z intensywnością. Mleczan prawdę Ci powie! Na do widzenia dostałem do przetestowania Compex, więc zaraz po powrocie do pokoju podłączyłem się pod prąd ;)

tatra running420 listopada

Nooo w końcu jakiaś grubsza pohasówka! Do czwartku przyszło nam czekać na pierwszy śnieg pod butami. W niezwykłych okolicznościach przyrody lecimy przez Nosal do Czarnego Stawu Gąsienicowego, gdzie Przemek spektakularnie daje do zrozumienia, że biegacze to istoty dość wyluzowane i nie do końca normalne, rozbierając się od pasa w górę i nacierając śniegiem na jakiejś skale. Na powrocie ogrzewamy się chwilkę w Murowańcu. Magda czujnie obserwuje naszą technikę, udzielając na bieżąco cennych wskazówek. Bardzo podoba mi się zbieg do Kuźnic, można fajnie puścić kopyta :) Jeszcze asfaltowy finisz i kończymy niespełna 20-kilometrową wycieczkę, ale było pięknie!

tatra running98Tego dnia zaliczam nieprawdopodobną dawkę biegania, ale też nieprawdopodobną dawkę wiedzy, bowiem po pierwszym treningu odbywam serię konsultacji. Najpierw Kuba Czaja mówi mi co i jak mam jeść, żeby czuć się lepiej i być zdrowszym biegaczem. Potem fizjoterapeuta Jarek Dymek torturuje mnie na swoim stole operacyjnym. Okazuje się, że nie tylko latem i nie tylko w słońcu można się spocić leżąc. Wszystko po to, żeby doprowadzić mnie do stanu używalności po odnowieniu urazu kolana. Nie obrażam się zatem, tylko zaciskam zęby i wmawiam sobie że to mi pomoże i że będzie lepiej! Po tej sesji, doczołguję się jakimś cudem do Kuby Wiśniewskiego, z którym ustalam plan przygotowań na kolejny sezon. Cele ambitne, nadzieje duże, więc i motywacja jest. Zobaczymy czy uda się realizować założenia treningowe, na razie jestem optymistą ;) Wieczorny wykład prowadzi dr Czaja – słuchamy o zaletach diety niewegańskiej, o tym jak trudno zastąpić mięso oraz jakie problemy i dolegliwości grożą wegetarianom i weganom, którzy nie podchodzą do żywienia „z głową”. Na poparcie swoich tez, Kuba przedstawia wyniki badań naukowych. W tym czasie ja, bynajmniej nie weganin, traktuję kolano kolejną dawką elektrostymulacji. Compex uzależnia! Trzepie mi nogę aż miło. Drugą parę elektrod daję Przemkowi, który kontynuując trend publicznego rozbierania się przynajmniej raz dziennie, ściąga spodnie i okleja swoje kolano. Jednak całą uwagę ściąga na siebie Jacek, który bardzo chce pobudzić publikę do współpracy z prowadzącym i próbuje urozmaicić wykład licznymi pytaniami. Późno już, ale fajnie się słucha nawet o rzeczach które mnie nie interesują. Po prostu Kuba posiada nieprawdopodobną wiedzę, zachowując przy tym ludzki język i zdrowe podejście do życia - dosłownie i w przenośni ;)

tatra running521 listopada

Piątek. Piątek? Już? Kurde, a uda tak jakby mniej bolą, łydy tak jakby mniej rwą… Niby zmęczenie narasta, ale mam wrażenie, że przy pomocy wszelkich dostępnych form regeneracji, postępuje adaptacja mięśni do warunków treningowych. Ten dzień kojarzy mi się z Sarnią Skałą, z płotkami w COSie i z bardzo ciekawym wykładem! Zaczęło się od porannej wycieczki na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Tym razem Kuba prowadził grupę tych bardziej narwanych, Magda zrobiła sobie luźniejszy dzień i pilnowała spokojniejszych biegaczy J Miętusia Polana – Mała Polanka – Polana Strążyska – Sarnia Skała – Dolina Białego. Na tej przedostatniej cykamy sobie pamiątkową fotkę, zabieram kilka kamieni do plecaka żeby nie było zbyt lekko i zaczynamy długi ale bynajmniej nie monotonny zbieg do Zakopanego. Kolano boli, ale dorwałem wałek do masażu i nie zawaham się go użyć! Ale to potem, w pokoju. Po obiedzie lecimy do COSu i męczymy płotki na tamtejszej sali treningowej. Dołącza do nas wicemistrz Europy na 800m, Artur Kuciapski. To zupełnie normalne, że wielki sportowiec postanowił potrenować z innymi wielkimi sportowcami, uczmy się od siebie wzajemnie. Po ćwiczeniach techniki pakujemy się w auta i wracamy do hotelu. W międzyczasie próbuję czerpać wiedzę od naszego obozowego dietetyka, tym razem na temat suplementacji białkowej. Po kolacji kompletujemy się w Sali konferencyjnej, by wysłuchać dwóch wykładów. Najpierw Magda tłumaczy nam, kim w jej rozumieniu jest biegacz górski. Przy okazji kolejny raz dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy o Tatrzańskim Parku Narodowym. Po wystąpieniu naszej trenerki, Kuba zarządza zakończenie sesji wykładowej, ale po krótkich negocjacjach, ćwiczeniach na pobudzenie i jednym trudnym żarcie, postanawiamy zostać na swoich miejscach i wysłuchać co ciekawego ma nam do powiedzenia rekordzista Rzeźnika. Dowiadujemy się dlaczego warto biegać zimą i jak wiele tracimy odpuszczając treningowo tę część sezonu. Biegacze, dosyć lenistwa! Zapadanie w sen zimowy nie wchodzi w grę, jeśli liczymy na dobre wyniki w sezonie wiosennym. Ostatnim akcentem tego dnia jest niezwykle motywujący film o Rockym. Okazuje się, że można przebiec ultramaraton tempem na 800m! Z taką wiedzą pozostaje już tylko udać się do łóżka i oddać biegowym przemyśleniom. Jutro ciężki dzień, jak co dzień ;)

tatra running622 listopada

Warto było tyle czekać. Warto było trenować, cierpieć, ryzykować i kombinować. Dla tego jednego momentu. Kiedy w Tatrach wbiegasz powyżej chmur, wkraczasz w pewną intymną przestrzeń, osiągasz inny poziom doświadczenia. Zostajesz sam na sam z tymi wszystkimi dumnymi, ośnieżonymi szczytami, w promieniach słońca, pod bezkresnym, bezchmurnym niebem. Stare chińskie przysłowie mówi:  “Opisać przeżycie jakim jest maraton komuś,kto nigdy tego nie doświadczył, to jak próba opisania koloru komuś,kto urodziłsięślepy". Podobnie czuję się, próbując opisać tamte doznania. Bajka :) Kilka godzin biegania, a momentami też ostrego podchodzenia, było świetnym podsumowaniem tego obozu. Ruszyliśmy z Palenicy Białczańskiej, asfaltem dotruchtaliśmy do Wodogrzmotów Mickiewicza, bo następnie skręcić w teren i rozpocząć podejście w stronę Doliny Pięciu Stawów. Po drodze jeszcze mały skok w bok w stronę Siklawy, po bardzo oblodzonych kamieniach. Dochodząc do schroniska, zaliczamy pierwszą tego dnia serię ujęć bezkoszulkowych. Jednak dużo piękniejsze widoki serwuje nam natura dookoła. No nie da się, naprawdę nie da się tego opisać słowami.

tatra running7W schronisku remont, więc dla turystów zamknięte. Magda jednak otworzy każde drzwi w Tatrach, więc po znajomości wchodzimy do środka, dostajemy gorącą herbatę i ogrzewamy się nieco przed dalszą częścią wycieczki. Pozdrowienia dla Pań ze schroniska! Przedni Staw przykryty taflą lodu, którego wytrzymałość sprawdza nasza dociekliwa trenerka ;) Lecimy dalej, wciąż pod górę, a Julita cały czas cyka nam przepiękne zdjęcia. I to nie my jesteśmy najprzepiękniejsi na tych zdjęciach. Docieramy na Świstówkę, gdzie hipoksja robi swoje i kilku wariatów (i jedna wariatka!) zrzuca z siebie trochę ciuchów i chłonie witaminę D przez całą górną część ciała. Julita robi to co umie najlepiej, a dwie zawstydzone, ale uśmiechnięte turystki, w końcu pojmują po co się tyle wspinały. Dziewczyny, zapraszamy na obóz Tatra Running na wiosnę! Ze Świstówki lecimy do Morskiego Oka, gdzie też spędzamy chwilę w schronisku. Potem już długi, monotonny zbieg asfaltowy do busa. Żeby nie czekać na resztę ekipy, postanawiamy w parę osób biec dalej, w stronę hotelu. Po drodze jednak bus nas dogania (jak meta w Wings For Life) i zmęczeni, ale szczęśliwi, lecimy na obiad. Po obiedzie to co tygryski lubią najbardziej, czyli regeneracja w hotelowym SPA. Naprawdę fajnie dać sobie czasem trochę przyjemności w takich warunkach. Przynajmniej ja się świetnie czuję po takich zabiegach. Wieczorem pakujemy się do busa i Przemek Sobczyk, który chwilę wcześniej wrócił z Maroka, wiezie nas do swojego baru w Kuźnicach, gdzie czeka kolacja i kolejne zabiegi luzujące mięśnie ;) Swoją drogą - siadam na miejscu pasażera i od pierwszego zdania rozmowa wygląda tak, jakbyśmy znali się od lat, a przecież rozmawiam ze zwycięzcą Biegu Ultra Granią Tatr i z nowym rekordzistą trasy Biegu Rzeźnika. Wielki sportowiec, dla ultramaratończyków górskich wręcz autorytet, a przy tym normalny człowiek, z którym tak po prostu można porozmawiać. Super, jestem pod wrażeniem! To co działo się w barze Yurta, pozostawię dla siebie, ale niedoszłym obozowiczom gwarantuję, że kwestia integracji nie pozostała zaniedbana ;)

tatra running823 listopada

Nie wiem za bardzo od czego zacząć podsumowanie tego dnia, więc przejdę od razu do spraw czysto sportowych ;) Ciało błagało o odpuszczenie ostatniego treningu, ale nie po to przyjechałem na obóz, żeby opuszczać treningi. Wychodzimy z rana na bardzo przyjemną, bardzo terenową pohasówkę. Docieramy do Doliny ku Dziurze, a właściwie to do rzeczonej Dziury, w której minutą ciszy czcimy pamięć zaginionych obozowiczów Tatra Running ;) Na powrocie wstępujemy jeszcze na stadion COSu, gdzie robimy przebieżki i sprawdzamy swój czas na setkę. Okazuje się, że nie jestem najwolniejszy! Powrót z bieżni do hotelu to już tylko niezgrabne, bolesne kuśtykanie. Kolano bardzo boli, ale teraz już wszystko może boleć, obóz dobiega końca. Po obiedzie wszyscy żegnają się ze wszystkimi, robi się trochę smutno ale mimo wszystko pozytywnie. Żeby tak całkiem nie ulegać klimatowi rozstania, Magda ogłasza termin kolejnego obozu. Po serii pożegnań, zostawiam swoje toboły w hotelowej bagażowni i idę w miasto na 6h, bo tyle niestety przede mną czekania na autobus do Opola.

tatra running9Podsumowując – potężna dawka górskiego (i nie tylko) biegania w bardzo zacnym, powiedziałbym „kompletnym” towarzystwie, widoki zmieniające mniemanie o życiu i rzeczywistości, a także mnóstwo wiedzy, przekutej na lepsze planowanie sportowej przyszłości. A przyszłość rysuję bardzo ambitną kreską. Polecam obozy Tatra Running każdemu, kto chce być jeszcze lepszym biegaczem, a także tym, którzy po prostu kochają góry i chcą na te kilka dni przenieść się do innego świata. Cieszę się, że dane mi było doświadczyć obozowej rzeczywistości, że mogłem spróbować się w niej odnaleźć. Tylko ta nieszczęsna kontuzja… skutecznie odbierała radość z biegania po górach, wielka szkoda. Tak czy siak – kupili mnie i na pewno jeszcze tu wrócę. Mam nadzieję, że już w marcu. A wtedy nauczę się pluć jeszcze dalej – wszak rozwój jest istotą wszechrzeczy ;)

Zdjęcia: Julita Chudko

Autor: Rafał Słociak


Biegi i treningi

01 czerwiec 2015
wygraj bilety na mecz

Konkurs

24 grudzień 2014
Życzenia Świąteczne

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia w rodzinneh atmosferze życzy redakcja portalu...

04 grudzień 2014
Obóz biegowy Tatra Running – relacja

Stare chińskie przysłowie mówi: „gdy jesteś białą lamą w stadzie pięciuset białych lam, jest...

25 listopad 2014
Sylwetki polskich długodystansowców - Artur Kern

Początek kariery zawodnika MKS Unii Hrubieszów jest mocno tajemniczy...

17 listopad 2014
IX Bieg Niepodległości w Lublińcu - relacja

Jest jednak kilka dni w roku, w których nasze bieganie zmienia swój charakter. Rywalizacja...

13 listopad 2014
Maratony Świata - Penang Bridge International Marathon

Wyspa Penang z kontynentem azjatyckim połączona jest dwoma mostami...