• 2000x574 tlo U21

Bieg po piwo - relacja

„A jednak trzeba się sponiewierać od czasu do czasu w imię czegoś. Rzucić się w przepaść i poczuć, że się frunie. Bez tego może i bezpieczniej, ale nijako”
Maciej Stuhr – W krzywym zwierciadle

Szukając pomysłu na najtrafniejsze zakończenie sezonu biegowego, uciekłem się do połączenia dwóch moich najbardziej wybijających się zainteresowań – biegów ultra i piwa. Kilka tygodni temu wymyśliłem zarys wycieczki, którą roboczo nazwałem „Bieg Po Piwo”. Miała być to podróż z opolskiego Browaru Słociak do Browaru Widawa w Chrząstawie Małej pod Wrocławiem. Początkowo liczyłem na wsparcie ze strony lokalnego środowiska biegowego, wszak każda dodatkowa para nóg uprzyjemniłaby nieco trud podróży. Ostatecznie jednak nie postarałem się o wystarczającą promocję wydarzenia, w związku z czym coraz wyraźniej jawiła się przede mną wizja samotnej pohasówki.

biegpopiwo1Tematem zainteresowali się założyciele największego polskiego serwisu piwnego – browar.biz (i zarazem założyciele browaru domowego Świński Ryjek), oraz właściciel Browaru Widawa. Wszyscy zadbali o odpowiednie nagłośnienie inicjatywy w sieci, rzecz jasna szczególnie w środowisku okołopiwnym ;) W ostatniej chwili padła propozycja modyfikacji trasy, cobym po drodze zaliczył już zamknięty browar Brzeg i nowopowstający browar Probus w Oławie, do którego w dniu biegu przywieziono instalację do warzenia piwa. Zatem zrobił się z tego Bieg 4 Browarów, nawiązując nieco do nazwy najdłuższych biegów Dolnośląskiego Festiwau Biegów Górskich i Festiwalu w Krynicy ;)

Wczesna pobudka, chwila na ogarnięcie się i pora ruszać. Pomiar włączyłem już pod domem, choć stąd do oficjalnego startu biegu mam jeszcze ponad 4km. W plecaku żele, magnez, elektrolity, jakieś grubsze ciuchy na wypadek gdyby zrobiło się zimno, czołówka no i płyny. W bukłaku woda, w jednym bidonie izo, w drugim odgazowana cola, a co! Już na początku jakiś emeryt na przystanku autobusowym rzucił w moją stronę „za wolne tempo!”, tacy to potrafią zmotywować. Dobiegam do Browaru Słociak kilka minut po 8:00, z daleka już wita mnie delegacja browaru domowego Świński Ryjek – Gosia filmuje, Artur robi zdjęcia, Jacek trzyma koszulkę… ze świńskim ryjkiem! Bo na taki układ promocyjny obie strony się dogadały ;)

biegpopiwo3Wybiegając spod hotelu, chcę skrócić sobie drogę i skaczę przez rów. Źle szacuję jego wielkość i na chwilę znikam z oczu komitetu pożegnalno - powitalnego. Na szczęście cało wychodzę z opresji i mogę kontynuować najdłuższe płaskie wybieganie w moim życiu. Pierwszy meldunek z trasy przesyłam na wylocie ze Skorogoszczy, czyli po jakichś 22 kilometrach. Już wtedy jestem trochę zmęczony, ale na pocieszenie powtarzam sobie że za mną już ponad ćwierć trasy, a lada moment nawet 1/3 całego dystansu. Bardzo Ruchliwą Rrogą nr 94 podążam do Łosiowa, a potem (wciąż tą samą, Bardzo Ruchliwą Drogą) obieram kurs na Brzeg. Boczne lusterka TIRów śmigają centymetry obok mojego ucha, ale nikt nie trąbi. Zanim jednak docieram do niedziałającego już brzeskiego browaru, na przydrożnym parkingu odwiedzam pierwszy punkt serwisowy! Justyna zadbała o ultra - klimat i czekała tam z gorącym rosołem. Rewelacja, tego potrzebowałem :) Rozgrzewam żołądek, ale mięśnie stygną więc pora ruszać w dalszą drogę. Prawie połowa trasy za mną, całe szczęście.

W Pawłowie żegnam Bardzo Ruchliwą Drogę nr 94 i płynnie przedostaję się do miasta Brzeg. Pod punktem kontrolnym czeka już ekipa supportująca w osobie tradycyjnie już filmującej Gosi, fotografującego Artura oraz Jacka. W międzyczasie dzwoni kolega z Wrocławia, z pytaniem o szacowany czas przybycia do mety, jako że on również chce mnie tam powitać. Czuję się dobrze jak na kogoś kto właśnie przebiegł maraton z plecakiem. Nie ma co tracić temperatury, wciągam żel i lecę dalej! Przez kilkanaście metrów biegnie ze mną Jacek, kolega mojego ojca. Czyli jednak jest jakiś support ;)

biegpopiwo8Wybiegam z Brzegu dość szybko, mocnym krokiem, z dobrym samopoczuciem. Zaraz potem trochę mnie ścina, słabnę, za dużo myślę o tym ile jeszcze do mety. Co chwilę spoglądam na zegar, odliczając kilometry do Oławy - ależ to się ciągnie! A po tej Oławie jeszcze tyle kilometrów, ehh... Do tego zauważam pierwsze objawy odwodnienia. Dobiegam do miejscowości Kamila Bednarka. Lipki są całkiem ładne, bardzo tu spokojnie, ale nie przybiegłem tu na urlop. Szukam jakiegoś sklepu spożywczego, na szczęście mieszkańcy ochoczo wskazują drogę. W zasadzie to mówią tylko „już zaraz będzie”, jako że biegnę ciągle prosto przed siebie, jedną ulicą. W sklepie kupuję Colę i Grześka. Jakie to dobre! I jakiego daje kopa. Nie można robić zbyt długiego postoju, nóżki stygną, lecimy dalej.

Kiedy skończyła się wspomniana ulica i skończyły się Lipki - skończyło się wszystko. Naprawdę, na krańcu zabudowań zaczyna się Wielkie Nigdzie. Wbiegam ścieżynką w las i dość mocno zaczynam odczuwać ból w prawym kolanie, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Zdaję sobie sprawę z kompensacji i przeciążeń jakie wiążą się z odczuwaniem bólu, szczególnie jednostronnego, dlatego tempo bardzo spada, a i satysfakcja nieco oklapła. Choć niektórzy twierdzą, że lubię cierpienie i ból.

biegpopiwo5Wbiegłem do lasu w województwie opolskim, wybiegłem w dolnośląskim. Przynajmniej tutaj zauważalny postęp. Zygzak przez Ścinawę Polską i hops, jestem w Oławie. Dłuuuga prosta ulicą Portową, wpadam do centrum i odnajduję browar Probus. Artur oczywiście czeka z aparatem :) Kilkutonowa warzelnia właśnie zjeżdżała na rampie do wnętrza starego budynku, który za kilka miesięcy będzie naprawdę ładnym browarem restauracyjnym. Stara, czerwona cegła robi jak zawsze pozytywne wrażenie ;) Nagle zza rogu wylatuje szpiegowski dron i krąży nad nami niedyskretnie. Lokalna telewizja? Nieco się tam zastałem, zagadałem i ostygłem, ale Gosia przytomnie popędza mnie do dalszej drogi. Przede mną ostatni odcinek, uff!

Bez historii przebiegam przez Stary Otok i docieram do miejscowości Jelcz – Laskowice. Znajduję sklep spożywczy, gdzie kupuję colę, wodę, ciastka i Grześka, po czym (pijąc i jedząc na miejscu) wdaję się w pogawędkę z panią zza lady. Pytam ile jeszcze do Chrząstawy Małej, Pani mówi że jakieś 10km i trasa ładna i do 18:00 powinienem tam dojechać. Na koniec dowiaduje się, że jednak nie jestem rowerzystą. Zabiera ode mnie puste butelki i opakowania po żelach i Grześku. Kiedy wychodzę ze sklepu, jest już półmrok. Wyciągam czołówkę, zarzucam jeszcze kilka ciastek i próbuję truchtać. Kolano głośno krzyczy, ale nie ma ultra bez cierpienia - na koniec sezonu mogę się dobić, wręcz powinienem ;) Ulicą Inżynierską wybiegam z miejscowości, mijając mnóstwo zakładów przemysłowych po obu stronach drogi. Jest ciemno, chłodno i nie jestem zbyt dobrze oznakowany.

biegpopiwo4W Miłoszycach przebiegam z włączoną czołówką przez jakieś gospodarstwa, więc bynajmniej nie niespodziewanie, zaczyna gonić mnie jakiś pies. Stare chińskie przysłowie brzmi: najlepszą obroną jest atak. Zatrzymuję się, odwracam i po chwili namysłu to ja zaczynam gonić psa. Logika podpowiada, że dwie istoty nie mogą gonić się jednocześnie, więc pies poddaje się logice i zaczyna uciekać. Odpuszczam mu po kilku metrach i wracam na właściwe tory. W międzyczasie odbieram smsowe zaproszenie na imprezę w Opolu, ale na ten wieczór mam inne plany. Po chwili wybiegam na drogę główną i mijam panów policjantów, dzielnie pełniących służbę przy wyjeździe z Miłoszyc. Pytam ile jeszcze do mojej dzisiejszej destynacji, na co panowie odpowiadają że tak z 5km będzie. Po chwili zegar nakazuje zboczyć z drogi i wbiec na jakąś gruntową, polną ścieżynkę. Dobiegam do jakichś zabudowań, ale drogi lub chodnika brak. Doświadczam za to innego zjawiska, tak charakterystycznego w świecie biegów ultra. Wbiegam w (kolejne tego dnia) Wielkie Nigdzie. Las. Ciemny, gęsty, milczący las. W takich chwilach ostatnie co chcę pobudzać do działania, to moja rozbudowana wyobraźnia. Nieszczęsne kolano każe robić coraz dłuższe przerwy w truchcie na rzecz marszu. Wiem, że meta już blisko, ale ten mroczny, leśny kilometr to świetna przyprawa do posiłku, jakim jest cały ten szalony bieg. Artur prosi o smsowy meldunek, odpisuję że jestem blisko ale coraz więcej marszu bo kolano siadło, więc pyta czy chcę żeby po mnie przyjechał. Heh, „Dotrę choćby na rękach”;)

biegpopiwo6Wybiegając z lasu, mijam tablicę z upragnioną nazwą miejscowości. Chrząstawa Mała, to tutaj. Kręcę jeszcze ostatnie wiraże, co kilka sekund spoglądając na ślad trasy na zegarku. W oddali dostrzegam już grupkę ludzi pod gospodą. Machają i rozkładają metę z papieru toaletowego. Wybiegam na środek drogi, lecz po chwili składają metę, a mi zza pleców wyjeżdżają jeszcze dwaj zdezorientowani kierowcy. Dobra, teraz mój finisz! Wyrównuję rytm kroku, ściągam plecak i unoszę swojego towarzysza podróży nad głowę. Zbieram klatą szarfę, za którą czeka Wojtek (właściciel Browaru Widawa) z aparatem w jednej dłoni i nonikiem pełnym pysznego piwa w drugiej. Dobiegłem, oto zasłużona nagroda :D W środku przywitał mnie jakże bliski mojemu sercu mocny zapach zacieranych słodów, jako że tego dnia wypadało warzenie nowego piwa.

biegpopiwo7Benjamin Franklin, jeden z Ojców – założycieli Stanów Zjednoczonych, powiedział kiedyś: Piwo jest dowodem na to, że Bóg nas kocha i chce, byśmy byli szczęśliwi. Tego dnia, droga do mojego szczęścia miała 77 kilometrów długości. Biegiem Po Piwo zakończyłem sezon 2014, teraz pora na zasłużony odpoczynek.

Dlaczego to zrobiłem? Dlaczego biegłem samotnie tyle czasu tylko po to, żeby napić się dobrego piwa? Bo fajnie czasem zrobić coś nienormalnego i nie dla wszystkich zrozumiałego. Bo lubię piwo. Bo mogę.

I tak już zupełnie na koniec wszystkiego - wieeelkie podziękowania za wsparcie i pomoc w wygenerowaniu całej tej piwnej otoczki wokół wydarzenia składam na ręce ludzi z browaru Świński Ryjek, Browaru Widawa oraz Justyny i Marcina. Bez nich Bieg Po Piwo straciłby cały klimat, a ja z pewnością nie miałbym takiej motywacji. Zdrowie! ;)

Zdjęcia: Justyna Jackiewicz, Małgorzata Szudrowicz, Artur Szudrowicz

Autor: Rafał Słociak


Biegi i treningi

01 czerwiec 2015
wygraj bilety na mecz

Konkurs

24 grudzień 2014
Życzenia Świąteczne

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia w rodzinneh atmosferze życzy redakcja portalu...

04 grudzień 2014
Obóz biegowy Tatra Running – relacja

Stare chińskie przysłowie mówi: „gdy jesteś białą lamą w stadzie pięciuset białych lam, jest...

25 listopad 2014
Sylwetki polskich długodystansowców - Artur Kern

Początek kariery zawodnika MKS Unii Hrubieszów jest mocno tajemniczy...

17 listopad 2014
IX Bieg Niepodległości w Lublińcu - relacja

Jest jednak kilka dni w roku, w których nasze bieganie zmienia swój charakter. Rywalizacja...

13 listopad 2014
Maratony Świata - Penang Bridge International Marathon

Wyspa Penang z kontynentem azjatyckim połączona jest dwoma mostami...