• 2000x574 tlo U21

II Ultramaraton bieszczadzki 53 km - relacja

Maraton Bieszczadzki miał być rekompensatą za poległe nadzieje udziału w Biegu Rzeźnika. W dniu zapisów o godzinie zero rozgrzewaliśmy z Mario nasze komputery - ja w Gdyni, on w Londynie. Nie udało nam się zarejestrować do biegu drużyny „Pożeracze Truskawek", pożarł nas serwer, który padł. W pierwszej minucie po otwarciu na stronę weszło 100 tysięcy ludków. Ależ rośnie nam w kraju biegowa siła! 

- „A dlaczego nie Bieszczady jesienią? - zaczęłam rozważać." No to Bieszczady jesienią. 
- Hania, mamy dwa wolne miejsca w 10 - osobowym domku, masz gdzieś zarezerwowany nocleg? - zapytał pewnego dnia Zwolo. Nie miałam, przystałam. A skoro jeszcze jedno miejsce było wolne, wysłałam info do Janka. Zapytał tylko, kiedy ten bieg.
- 12 października? akurat mam wolne - rzekl.

Ultramaraton bieszczadzki4Wolne od biegania w zawodach. Tak więc nie zmarnowało się miejsce w domku w Cisnej. Jeszcze ciemno w piątkowy poranek, gdy ruszamy na bieszczadzkie spotkanie. We trójkę - dołącza do nas Michał. Dla niego będzie to maratoński debiut. Nie dość, że ultra - to jeszcze w górach. Robi wrażenie... Wymyśliłam trasę przez Warszawę, choć sugestie były inne. I masz babo placek - wypadek na moście w  Kiezmarku unieruchamia nas na godzinę. Chłopaki patrzą na mnie z wyrzutem, a ja wyciągam aparat. Rekompensatą jest piękny wschód słońca. Mozoli się droga. Zapada zmierzch, gdy opuszczamy Rzeszów. Nie będziemy podziwiać bieszczadzkiego piękna, przynajmniej dzisiaj. W Cisnej kwaterujemy w 10 - osobowym domku. Sami panowie i ja. Sierotka.

Ultramaraton bieszczadzki 1Sobota. Nad Bieszczadami wstaje letni dzień. Zamierzamy spędzić go aktywnie, pada propozycja - na Tarnicę. Planowałam schronisko Puchatek na Połoninie Wetlińskiej, ale Tarnica może być. Dojeżdżamy do Wołosatego, najdalej na południe zamieszkałej osady w Polsce. Tłumy ludzi - stwierdzam ze zdziwieniem. Pamiętam wyludnione Bieszczady sprzed lat. No to w górę. Im wyżej, tym piękniej. Trafiliśmy na jeden z tych kilku dni w roku  w górach, kiedy jesień ukazuje swą najpiękniejszą, kolorową twarz. Tłum na Tarnicy niczym na Giewoncie w Tatrach. I bardzo zimno, lodowato, wietrznie. Zmykamy w dół, parking, samochód. Powraca lato. Na obiad zabieram kolegów do...  więzienia. W Smolniku, za Cisną w kierunku na Komańczę, w dawnym miejscu zatrzymań można przenocować za jedyne 20 zł, a i najeść się do syta.

Ultramaraton bieszczadzki3Objedzeni jak bąki wracamy do Cisnej po pakiety startowe i na pasta party. Maratońskie miasteczko żyje już jutrzejszym biegiem. Jest wesoło, jest kolorowo, jest magicznie. Góry to sprawiają. Biegi górskie rządzą się swoimi prawami. Jakże odmiennymi od ulicznych. Inny klimat, inni ludzie, inne oczekiwania. Sporo znajomych z całego kraju. To miejsce spotkań, na które jest czas. Zabawa, wygłupy, doświadczeń wymiana. Jak ja to lubię! Nie kładziemy się wcześnie spać. Przyjemnie popatrzeć, jak nasi na boisku kopią łupnia przyjaciołom zza Odry.

Mój budzik dzwoni 5:20, niektórzy są już na nogach. Toaleta, śniadanko, w drogę. Do maratońskiego miasteczka blisko. Wstaje chłodny poranek, ale wiem, że podczas dnia będzie ciepło. Szczególnie biegaczom. Zostawiam plecak w depozycie. Napięcie na starcie, ustawia się tu blisko 500 osobowa grupa. Po nas ruszy krótki dystans. Kolorowo, radośnie. Cieszą się wszyscy, tak, jakby nie było w perspektywie wielogodzinnej harówy.

Ultramaraton bieszczadzki27:30. Strzał, poszli. Niespiesznie przez zaspaną Cisną. Kawałek asfaltem, most, w prawo. Pniemy się teraz tak zwaną stokówką, by po chwili zacząć biec w dół. Pierwszy kilometr za nami. Po 3 kilometrach asfalt, kierujemy się w kierunku Roztoki i przełęczy nad nią. W Roztoce papu i skręt w lewo ku przełęczy. Wciąż asfalt i... tabliczka z 38 kilometrem. Oznacza to, że na tę przełęcz wdrapywać będziemy się dzisiaj nie raz. A na Przełęczy nad Roztoką kolejny bufecik.

Ubrani w czerwone, spartańskie koszulki wciąż trzymamy się z Jankiem razem. Pilnuje, bym tradycyjnie nie wyrwała do przodu. Nie mam orientacji co do tempa. Zabrałam co prawda z Gdyni swego garmina, ale został w pokoju. Nakarmieni, napojeni skręcamy ostro w prawo i zaczynamy wspinać się na Balnicę. 16 kilometr - widzę oddalające się plecy Janka, zobaczymy się dopiero w Cisnej. Na wypłaszczeniu podłoże trawiaste, poprzecinane rowami, uważać w tych miejscach trzeba bardzo. Miejscami gliniaste błoto. Lekkie podbiegi, zbiegi. Oceniam, że trasa znacznie łatwiejsza od tej w Krynicy. Biegniemy czerwonym szlakiem ciągnącym się wzdłuż granicy ze Słowacją. Omijamy szczyt Balnicy i puszczamy się w dół szeroką, szutrową drogą w kierunku Żubraczego. Piękna jazda! Uwielbiam w dół. 27 kilometr, myślę sobie, to już połówka, luzik, kocham Bieszczady!

Ultramaraton bieszczadzki8Zanim dobiegnę do grupki mocno zagrzewających nas kibiców zerkam w prawą stronę i otwieram ze zdumienia gębę. A to skąd tu się wzięło? Ściana, a na ścianie nasi! Pnący się ku górze różnokolorowym wężem. A więc to tak... kibice na nasze zdumione buźki przyszli popatrzeć. Wdrapujemy się gęsiego. Na gadanie mnie bierze.

- A ta góra to jaka? - pytam. - Mordercza - odpowiada ktoś z przodu. Włazimy na Berdo (1041m) . Wypłaszczenie, biegniemy poprzez trawiaste pastwisko. Trawy tak wysokie, że ich źdźbła tłuką mnie po oczach. Kolejne wzniesienie - Hyrlata (1103m), i aby nie było lekko - Rosocha (1084m). Ufff !!!  Teraz w dół, z górki na pazurki. Podoba mi się, a jakże! Kilometry umykają a oznaczenia nie mylą. Cyferki na tablicach tak wielkie, że - jak to się w szkole mówiło- wołami pisane. Nigdy w życiu tak dobrze oznaczonej trasy nie widziałam!  Zaraz przyszła refleksja z Krynicy, nie pierwsza tego dnia. Tam oznaczeń nie było żadnych.

Ultramaraton bieszczadzki7Trzysta metrów tego zbiegu, aż do Przełęczy nad Roztokami. Byliśmy tu już dzisiaj raz. 39 kilometr, jedyny limit czasowy, wynoszący 6 godzin. Jestem znacznie przed. Dorywam się do kubków z colą i wypijam duszkiem 5 z nich. Zagryzam batonikami, uczta prawdziwa! Czeka nas kolene podejście, 300 m na Okrąglik. Spotykamy coraz więcej turystów, toż to niedziela, a i pogoda, choć nie tak ładna jak wczoraj, nadal letnia. Ciepło, choć na szczęście dla nas nieba błękit od czasu do czasu spowijają welony chmur.

Jest Okrąglok (1101m), ale to nie koniec zabawy jeszcze. Na Jasło włazimy (1153m), potem na Szczawnik (1098m) i wreszcie Małe Jasło (1097m). Łagodne obniżenia pomiędzy szczytami porasta prawie dwumetrowa trawa. Ale widoki stąd przeurocze, jeszcze nigdy w tej części Bieszczad nie byłam. Niestety, śladów niedźwiadka nie dojrzałam, ale gdzieś tutaj człapią sobie.

Ultramaraton bieszczadzki5Ostatni etap biegu, nabieram wiatru w żagle. W dół, ostro. Mijają kilometr za kilometrem szybko, a trasa wciąż w dół i w dół. Tak stromo, że miejscami przytrzymuję się pni drzew, by nie złapać zająca. Odżywam, mogłabym teraz godzinami biec, ale meta tuż, tuż. Zbieg kończy się wąwozem, a tu niespodzianka. Takiego błocka na trasie nie było nigdzie! Początkowo staram się omijać zapaćkane fragmenty, ale się nie da. Macham ręką i drałuję na przysłowiową krechę. Kałuże, koleiny, wszystko moje. Wybiegam na niewielką polanę nad brzegiem rzeczki i kogóż to moje oczy widzą? Ano Janka brodzącego po wodzie niczym bociek w trawie. Z medalem na szyi. Macham do niego. - Już pędzę do mety! - krzyczy. To tak samo jak ja... tyle, że on na skróty. Przede mną wysoka skarpa i torowisko kolejki wąskotorowej. Prawdziwy bieg z przeszkodami zafundowali nam organizatorzy.

Ultramaraton bieszczadzki10Przed torowiskiem wyprzedzam Martę. Przesympatyczna dziewczyna, mijałyśmy się na trasie prawie od samego początku. Trochę mocniejsza byłam na podbiegach (!), Marta natomiast świetnie radziła sobie na zbiegach. Do mety tuż, tuż. Przed wbiegiem na stadion  rejestruję dwie okoliczności. - Brawo! - ktoś krzyczy,  dodając - meta za trzecią bramą oraz.... - Magda dasz radę!! - to z kolei do wyprzedzającej mnie w tym  momencie dziewczyny. Jedna brama... już chciałam odpuścić, gdy nagle jekieś diable wstąpiło w moje cielsko. Druga brama... dostaję przyspieszenia, nie wiem, której prędkości kosmicznej. Dociskam wpatrzona w plecy dziewczyny dziwiąc się, że odległość pomiędzy nami topnieje niczym wosk. Za drugą bramą wyprzedzam ją, jest z górki, finiszuję jak nakręcona, po raz pierwszy w życiu tak! Czuję na plecach Magdy oddech, jeszcze przyspieszam, meta. Dwie sekundy różnicy, ale jazda!

Ultramaraton bieszczadzki9Odbieram plecak, wyjmuję aparat. Jest Janek, dotarł znad tej swojej rzeczki. Jest też i malborska grupa. Podchodzi do mnie Magda, to z nią finiszowałam. Także Marta dołącza, świetne dziewczyny. Dziękujemy sobie wzajemnie za tyle emocji i wrażeń, prawdziwie sportowe dziękuję. Tyluż znajomych wokół. Poznajemy kolejnego Spartanina. Mateusz, na sobie ma taką samą jak my, czerwoną, spartańską koszulkę. Marcin i Andrzej, z mojego rodzimego Golden Team. Są i Gdyńskie Morsy i wielu, wielu innych, znajomych z różnych biegów twarzy. Właśnie te spotkania są dla mnie tak ważne. Dekoracje i podium, pierwsze miejsce w kategorii. Nie jestem osamotniona, obsadzone jest i drugie, i trzecie miejsce.

Poszły wieści o Zimowym Maratonie Bieszczadzkim. Zakusiło...

Autor: Hanna Sypniewska


Biegi i treningi

01 czerwiec 2015
wygraj bilety na mecz

Konkurs

24 grudzień 2014
Życzenia Świąteczne

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia w rodzinneh atmosferze życzy redakcja portalu...

04 grudzień 2014
Obóz biegowy Tatra Running – relacja

Stare chińskie przysłowie mówi: „gdy jesteś białą lamą w stadzie pięciuset białych lam, jest...

25 listopad 2014
Sylwetki polskich długodystansowców - Artur Kern

Początek kariery zawodnika MKS Unii Hrubieszów jest mocno tajemniczy...

17 listopad 2014
IX Bieg Niepodległości w Lublińcu - relacja

Jest jednak kilka dni w roku, w których nasze bieganie zmienia swój charakter. Rywalizacja...

13 listopad 2014
Maratony Świata - Penang Bridge International Marathon

Wyspa Penang z kontynentem azjatyckim połączona jest dwoma mostami...