• 2000x574 tlo U21

Nocna ściema - relacja

W takim biegu każdy powinien pobiec choć raz. Bieg nocą, ale nocą szczególną. Nocą zmiany czasu z letniego na zimowy. W trakcie cofany jest czas o godzinę, dzięki czemu wszyscy, jak jeden mąż i jedna  żona wyjeżdżają z Koszalina z życióweczkami. 

W sobotni poranek biegniemy z Jankiem piąteczkę w ramach Parkrun w Gdańsku. Jest to dla mnie debiucik w tym biegowym cyklu. Marzniemy, 3 stopnie powyżej zera, lodowaty , północny wiatr. Pomimo słońca na niebie temperatura nie wzrasta. Trzy godziny później pomykamy po plaży w Brzeźnie  w ramach Gdańsk Biega. 4000 biegaczy w czerwonych koszulkach mknących po piachu robi wrażenie. Dwa razy zawody jednego dnia?  Nie, o godzinie 20- tej jedziemy na trzeci bieg...

nocna sciema1Trójeczką, dołącza do nas Iza. Mkniemy na zachód ciemną nocą, Koszalin jeszcze śpi, niedługo jednak ma się to zmienić. Iza z Jankiem weterani nocnego ściemniania, ja nowicjusz. Parkujemy na terenie Politechniki, zimno. Na ciemnej, udostępnionej nam sali pod ścianami pokot nocnych męczenników. Zajmujemy miejsca na materacach, dołączając do grupy z Kołobrzegu. Odbieramy startowe pakiety. Czarny numer startowy, czarny buff, czarna koszulka. Za oknem czarno, na sali czarno, do startu półtorej godziny. Rozkładamy śpiwory na materacach. Usiłuję zapaść w drzemkę i gdy wreszcie to udaje to na sali rozbłyska światło. Koniec leniuchowania, do roboty.

Wspólna focia, na nogach niebieskie lakierki od sponsora, w drogę. Do stadionu kilkaset metrów w dół. Jednocześnie wystartują dwa dystanse - maraton i połówka, w sumie około 800 osób. Ustawiamy się na linii, start. -Powodzenia! - życzy Janek i tyle go widzę. Jak powodzenia, to powodzenia. Wyrywam swoim zwyczajem do przodu, a jest pod górkę. Przed nami 8 pętelek po mieście. Kilkusetmetrowy podbieg, w lewo, z górki. Asfalt nierówny, uważam, by gleby nie zaliczyć. Wyprzedzam wielu, standard. Mam na sobie długie, ciepłe legginsy, koszulkę Golden Team z długim rękawem, na niej ocieplaną bluzę, buff. Mimo niskiej temperatury (wciąż tylko 4 stopnie) już na starcie czułam, że będzie gorąco. Wiatr nie wiał... no może troszkę.

nocna sciema2Zdejmuję buffa i owijam go na nadgarstku. Rozpinam zamek w bluzie, ale nie decyduję się na jej zdjęcie. Odczuwa się chłodek na otwartych odcinkach. Po lewej stronie mijam pocztę, obok grupka kibiców. W tym miejscu słychać nie tylko ich, także dochodzi mnie głos spikera z pobliskiego stadionu. Zdecydowanie dla Koszalina to bezsenna noc.

Podbieg, w prawo, w prawo. Długa prosta z podbiegami i zbiegami. Ponownie w prawo, zbieg. Trzeci kilometr. Trasa oznaczona bardzo dobrze, nie sposób się zgubić, tym bardziej, że ganiamy w kółko. Zbiegając mam  przed oczyma podbieg, niczym autostradę ku słońcu. Ale jest czarno, ulice oświetlają mdłe światła ulicznych latarni. Mijam po prawej rozkrzyczany, rozentuzjazmowany stadion, nie ma na skróty, podbieg. W górach to bym sobie pomaszerowała, niestety tutaj biec trzeba. Wciąż biegnę szybko, wciąż za szybko. Skręt w prawo, i jeszcze raz w prawo. Stara, nierówna ulica, pocięta poprzecznymi krawężnikami, słabo widocznymi w mroku.  W lewo, podbieg  w kierunku stadionu, jeszcze raz w lewo , zbieg i tartanowa płyta. Okrążam boisko, chwytam kubek z wodą. Ciągnie się rząd stanowisk z wodą, izotonikiem, bananami i ciastkami. Zamykam 5 - kilometrową pętelkę z czasem dwudziestu paru minut. Powtórka z rozrywki, kolejna piątka.

nocna sciema3Na trzecim okrążeniu zaczyna mżyć, krótko na szczęście. Gdzieś za mną biegną Iza z Jankiem, dojrzę Izę  na jednej z mijanek, Janek dogoni mnie na 6 okrążeniu tuż przed stadionem. I przegoni. Już wiem, że nie złamię czwóreczki (tutaj trójeczki). I chociaż na siódmym okrążeniu mam jeszcze szansę na ten rekordzik, to jednak sił już brak. Na dodatek zaczyna pobolewać łydka, zjawisko dla mnie nowe. Ale wytłumaczalne. Biegając w górach, na widok wzniesienia przechodzę do marszu. Tu, w Koszalinie podbiegów jest sporo, a ja wbiegam, nie wchodzę na każde z nich. Brak odpowiednich treningów się kłania.

Na ostatnim okrążeniu, pomimo zmęczenia wyprzedzam wielu maszerujących, zmęczonych bardziej. Widzę Janka wbiegającego w bramę stadionu w momencie, gdy sama mijam tabliczkę z napisem 40 km. Jednak te ostatnie dwa kilometry to prawdziwy wyciskacz potu. Podbieg, w prawo, jeszcze raz w prawo przez ciemne zaułki starego miasta, w lewo podbieg, lekko w dół i płyta stadionu. Przed bramą czeka na mnie Janek. Wskazuje na zegar, widzę trójeczkę z przodu. Na metę wpadam z czasem 3 godziny i trzy minuty. No i dobrze. W czas 2 godziny z hakiem i tak by nikt nie uwierzył. Realnie 4 godziny i 2 minuty netto, najlepszy czas w tym roku, drugi w życiu. Na bardzo wymagającej trasie. Nocą. Po wcześniejszych dwóch, sobotnich  biegach. 

nocna sciema4Gratulacje, medal. Jakże oryginalny! Wypalana kompozycja gliny i szkła. Ręczny wyrób, każdy medal - choć podobny- inny. - Pani pozwoli - do mego buta schyla się wysoki młodzian -  zdejmę chipa, tutaj zajmujemy się wszystkim. Jedno dziewczę wciska mi do ręki butelkę z wodą, drugie złoty płaszczyk, trzecie kolejną koszulkę, oczywiście czarną, techniczną z napisem - maraton zaliczony.

Bardzo szybko zaczynam odczuwać chłód. Idziemy z Jankiem na pomidorową zupkę, gorącą, wspaniałą. I na halę. Do ciepełka i suchych ciuchów. Kawa, herbata, ciepła woda - do oporu. Na materacach odpoczywające towarzystwo. Rozjaśnia się za oknami przed szóstą -  no tak, zmiana czasu przecież.

Śledzimy wyniki i otrzymuję burę. Nie za pierwsze miejsce w kategorii, sama biegłam w tym przedziale. Za... czwarte miejsce open! Janek żyć mi nie daje, trzy minuty szybciej byłaby i dwójeczka z przodu i miejsce na pudle. To lepsze miejsce. Ale dlaczego trzecie ma być lepsze od pierwszego? Na podium znajdą się także moi przyjaciele, zarówno Iza jak i Janek .

nocna sciema5Po biegu przebraliśmy się w koszulki Rysia, 366 Maratonów. Gdy wskoczyłam na podium prowadzący imprezę Roman przekazał mi mikrofon prosząc, bym opowiedziała o Rysiu. Myślałam, że on to zrobi... mowę mi odjęło. Po maratonie, po nieprzespanej nocy jęzor mi się plątał, na dodatek mikrofon był średniej jakości i pewnie niewiele z mej plątaniny słów wynikło. Janek robił zdjęcia, ale wyszło tylko jedno. Też liche.

Miły akcent na zakończenie. Wszystkie panie startujące w maratonie otrzymują od sponsora po zestawie kosmetyków. Nietypowe, urocze. Nietypowy maraton. Pełen wrażeń, niespodzienek, prawdą mijającą się z prawdą. Całą gębą zabawa, po prostu ściema.

Zdjęcia: Adam Kaźmierski

Autor: Hanna Sypniewska


Biegi i treningi

01 czerwiec 2015
wygraj bilety na mecz

Konkurs

24 grudzień 2014
Życzenia Świąteczne

Zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia w rodzinneh atmosferze życzy redakcja portalu...

04 grudzień 2014
Obóz biegowy Tatra Running – relacja

Stare chińskie przysłowie mówi: „gdy jesteś białą lamą w stadzie pięciuset białych lam, jest...

25 listopad 2014
Sylwetki polskich długodystansowców - Artur Kern

Początek kariery zawodnika MKS Unii Hrubieszów jest mocno tajemniczy...

17 listopad 2014
IX Bieg Niepodległości w Lublińcu - relacja

Jest jednak kilka dni w roku, w których nasze bieganie zmienia swój charakter. Rywalizacja...

13 listopad 2014
Maratony Świata - Penang Bridge International Marathon

Wyspa Penang z kontynentem azjatyckim połączona jest dwoma mostami...